sobota, 19 lutego 2011

Must be the music!!

"Muzyka to moje życie" - często napotykam tę frazę. Chociaż kocham muzykę, zawsze odnosiłem się do niej sceptycznie. Osobiście nigdy nie chciałbym, żeby moje życie było poświęcone jednej, konkretnej rzeczy. Jednak zostałem oczarowany. Zakochałem się w nutach i tabulaturach, riffach i solówkach, moim pianinie i mojej gitarze. Ale patrząc na to teraz, sądzę, że "poświęcić się muzyce" to spora generalizacja. Bo Muzyka to wielki i różnorodny świat, który nigdy nie zostanie odkryty. Muzykę można tworzyć, odtworzyć, przetworzyć. Zagrać, odegrać, wygrać. Posłuchać, opowiedzieć, zaśpiewać, wykrzyczeć. Za każdym razem, kiedy słyszę muzykę, słyszę coś innego. Inne uczucie, inny zapach, inny smak. Ale zawsze brzmienie jest ulgą. Obcowanie z dźwiękiem jest jak spacerowanie po wielkim, kolorowym świecie rozciągniętym między równinami R&B a górami heavy metalu. Bez tego alternatywnego, drżącego świata życie nie miałoby sensu. Przejdziecie się ze mną? Weźcie ze sobą swoje ulubione piosenki i instrumenty, nie ważne czy wolicie Bacha czy Beatlesów, Chopina czy Cranberries, i tak dalej.

Od przyszłego tygodnia na blogu - muzyczne abecadło. Czytajcie!

sobota, 12 lutego 2011

Cześć,
dziś może o uczuciach. A więc zacznę od tego, że właśnie siedzę przy komputerze i słucham świetnej płyty Green Day a konkretnie piosenki "Wake me up when September ends". Jej tekst zawsze zmusza mnie do refleksji. Dochodzę do wniosku, że każdy potrzebuje lata. Potrzebuje wakacji, potrzebuje detoksyfikacji ciała i duszy. Najlepiej więc gdzieś wyjechać. Tylko, że cóż po tym, kiedy człowiek nie jest w stanie wyzbyć się zmartwień? Słuchaliśmy w samochodzie ostatnio audycji podróżniczej, w której Beata Pawlikowska powiedziała, że podróżowanie to taka prosta sprawa - wsiadasz do samolotu, a po 13 godzinach jesteś w Malezji i wcinasz duriany. Bajka, prawda? No właśnie - bajka. Przed człowiekiem pojawiają się w rzeczywistości góry problemów.
Pierwszy z nich podał mój tata tuż po zakończeniu audycji. Po prostu nie każdego stać na taki wyjazd, trzeba nań ciężko zapracować. Inny jest taki, że w dzisiejszych czasach wakacje trzeba planować z wielomiesięczym wyprzedzeniem, zarezerwować hotele, kupić bilety, załatwić urlop. No i oczywiscie, jak już wyjedziesz, zostawiasz za sobą dom, rodzinę, majątek i pieska. I zamiast delektować się durianem, przejmujesz się, bo okazuje się, że chleb kosztuje nie 2 złote, lecz 3 euro.
I tutaj nasuwa mi się taka myśl - czy da się zupełnie pozbyć stresów i cieszyć życiem, nie martwiąc się o tak przyziemne rzeczy jak kasjerka winna grosika? A może żeby zrzucić jakieś brzemię, trzeba dźwignąć kolejne? Co o tym sądzicie? Piszcie w komentarzach!

środa, 9 lutego 2011

Are you as Dizzee as me??

Dizzee we własnej osobie
Dziś byłem na dyskotece szkolnej i bawiłem się chyba lepiej niż kiedykolwiek wcześniej :) Rzeczywiście, takie momenty osładzają życiową monotonię. Ten post nie będzie więc recenzją jednego utworu, lecz opowiem o pewnym artyście. Dizzee Rascal urodził się w 1985 roku w Londynie. Zajmuje się muzyką grime, hip hop, house i dance (nie, to nie jest blog na temat ballad rockowych!) :). Jak dotąd wydał 4 płyty, które odnosiły sukces w Wielkiej Brytanii. Brał też udział w nagraniu nowej wersji charytatywnej świątecznej piosenki Band Aid. Polskim słuchaczom najlepiej jest znany z duetu z Shakirą. Jego największe samodzielne przeboje to Dance Wiv Me, Holiday, ale mój ulubiony utwór to Bonkers nagrany z Armandem van Heldenem, połówką duetu Duck Sauce. Dizzee na pierwszy rzut oka może wydawać się kolejnym rapującym murzynem, w rzeczywistości jest jednak inaczej. Potrafi genialnie wkomponować rap w muzykę taneczną, nie boi się bawić z nietypowymi brzmieniami i bitami. Chcecie się bawić? Macie ochote posłuchać alternatywnego dance'u, który nie jest technosieczką? Jest wam smutno? Posłuchajcie Rascala!

niedziela, 6 lutego 2011

Bon Jovi - Always

http://www.youtube.com/watch?v=9BMwcO6_hyA 


I can't sing a love song
Like the way it's meant to be
When i'm not that good anymore
Oh baby, that's just me...




Uprzedzając pytania, nie tworzę bloga na temat rockowych ballad. Po prostu tak wyszło, że do mojego komputera trafiła piosenka "Always" genialnego zespołu Bon Jovi. Głos Johna czyni tę piosenkę czymś wyjątkowm, epickim. Nie zmienia to faktu, że ta piosenka brzmi dobrze w każdym wykonaniu. Ważną cechą utworu jest nietuzinkowa kompozycja no i te solówki... Szkoda, że nie znałem tej piosenki wcześniej. Ach, gdybym mógł Jej wtedy to zaśpiewać... Ale w sumie często zachowywała się tak, że można by dopasować do niej inną piosenkę Bon Jovi. Ale może o tym kiedy indziej. Teraz, miłego słuchania! :)

piątek, 4 lutego 2011

Band of Horses - Cigarettes, Wedding Bands

Band of Horses
(posłuchaj)
Moja pierwsza piosenka w tym blogu. Sam jestem zaskoczony, że to właśnie ona była pierwsza. Odkryłem ją, grając w Guitar Hero 5. Nie jest to jednak utwór komercyjny. Przeciwnie, mamy tu do czynienia z alternatywną, nostalgiczną balladą. Jest to uczuciowy utwór z pięknym i prostym do zagrania podkładem gitarowym. Cienki głos Bena Bridwella wzmacnia jej efekt i naprawdę wyciska łzy. Jeśli jesteś w posępnym nastroju, to piosenka właśnie dla ciebie. Zachęca do refleksji. Warto też posłuchać innych piosenek BoH, np. The Funeral.

Start

A więc zaczynam. Co zapoczątkowało tego bloga... cóż. Od dawna chciałem opowiadać o muzyce i jej wpływie na moje życie. Bo życie jest muzyką. Długą symfonią pełną molowych i durowych tonów. Zaczynam pisać, gdy moja symfonia wysokimi dźwiękami gra tony wesołe, ale podkład jest depresyjny. Jak wiadomo, nie brzmi to zbyt dobrze. Chcę opowiadać o tym, jak zapisuję moją partyturę dźwiękami skocznymi i wesołymi.

Cdn.